2009-09-03
Na rynku światowym istnieje bardzo wiele opon, które mają przeróżne nazwy, niekiedy są one śmieszne a niekiedy nie lecz jest ich cała masa i tak naprawdę nikt nie wiem, jaka nowa marka pojawi się następnego dnia na świecie. Są to pokłady liczone w milionach i tak prostując to każdy patrzy na swój biznes i nie uzależnia go od strategii innych firm. Działanie w gospodarce rynkowej wymaga dużej wiedzy oraz często niekiedy szybkości w podejmowaniu decyzji. Najnowszymi oponami, które się pojawiły są opony Hercules. Opony te wzięły nazwę od mitycznego bohatera Herculesa, który był bardzo odważny i niezwyciężony. Poza tym bohater ten był symbolem siły i niezniszczalności. Taką lekką analogią do tego są opony Hercules, które również z założenia mają się kojarzyć z niezniszczalnością oraz z siłą produkcyjną. Jest to bardzo sprytny chwyt marketingowy, ponieważ jak się domyślam większość ludzi zna mitologię a przynajmniej Herculesa. Na efekty nie trzeba było czekać długo i już w pierwszym tygodniu wypuszczenia na rynek, opony Hercules rozeszły się jak ciepłe bułeczki kolokwialnie rzecz ujmując. Biorąc pod lupę natomiast opony Hankook czy też opony Kenda to można dojść do wniosku, iż specjaliści od reklamy nie postarali się i że te nazwy nie są nazwami marketingowymi, które mogą dobrze się sprzedawać. Otóż nic bardziej mylnego. Być może nie są to nazwy marketingowe, jednak to ma czemuś służyć. Jeżeli klienci zorientują się, iż pod kolorową nazwą kryją się niskiej jakości opony to w efekcie zapragną oni opon, które nie wyróżniają się nazwą, ale będą naprawdę dobrymi oponami. Taką strategię właśnie przyjęły zarówno opony Kenda jak i opony Hankook. Efektem jest to, że zarówno opony Kenda jak i opony Hankook sprzedają się dzisiaj bardzo dobrze a ich sprzedaż w porównaniu do sprzedaży opon Hercules to jak porównanie obrazowo dnia i nocy w wiadomym kontekście. Zatem przed kupnem musimy się upewnić czy nie jesteśmy czarowani różnymi nazwami.